Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 841 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pytania były konkretne, odpowiedzi nie

piątek, 30 lipca 2010 18:06
Skocz do komentarzy



Z Andrzejem Melakiem, bratem Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, który zginął 10 kwietnia w drodze do Katynia, rozmawia Paulina Jarosińska


Jak ocenia Pan przebieg spotkania z prokuratorami?
- Mam wrażenie, że spotkanie miało głównie na celu uspokoić i jednocześnie wprowadzić w błąd opinię publiczną. Nic nowego nie zostało powiedziane. Przez dwie godziny panowie prokuratorzy wyjaśniali zawiłości śledztwa, tłumaczyli, dlaczego jest ono rosyjskie, a nie polskie. Padały terminy prawnicze, formułki, powoływano się na regulacje prawne, konwencję, wszystko jednak było bardzo niejasne w świetle całej sprawy. Czas był również ograniczony. To spotkanie miało trwać w założeniu dwie godziny. Czas na pytania rodzin i pełnomocników był przewidziany po przerwie. Zgodnie z tą zapowiedzią zaczęły się pytania, ale większość z nich nie doczekała się odpowiedzi. Usprawiedliwiano to albo tajemnicą śledztwa bądź tajemnicą służbową, albo tym, że nie została jeszcze udzielona odpowiedź w ramach pomocy prawnej ze strony prokuratury rosyjskiej. Padło więc pytanie o to, co polska prokuratura w ogóle zrobiła, a nie co zamierza zrobić. Okazało się, że prokurator Parulski był przy sekcji zwłok pana prezydenta Kaczyńskiego i był przy pierwszych oględzinach w miejscu katastrofy, ale żadna z jego sugestii nie została wykorzystana. Na pytanie, dlaczego sekcja zwłok nie była przeprowadzana przez polskich patomorfologów, odpowiedź brzmiała następująco: polscy specjaliści nie zdążyli, więc zostało to zlecone Rosjanom. Nie jest to prawda, ponieważ my byliśmy tam w niedzielę w nocy i w poniedziałek ciała nie były przygotowane do identyfikacji. Odnoszę wrażenie, że w tej relacji ktoś przekłamał fakty. Na pytania pełnomocników odpowiedzi były w podobnej formie. Wniosek jest taki, że nie możemy nic zrobić bez Rosjan. Jesteśmy uzależnieni od ich pomocy prawnej. Jestem bardzo rozczarowany tym spotkaniem, tak jak chyba większość zebranych na nim osób. Ono nie wniosło nic nowego do sprawy. Miało zatrzeć złe wrażenie o komunikacji prokuratury z rodzinami i opinią publiczną.

Po spotkaniu od razu mówiło się o tym, że atmosfera była podgrzana.
- Atmosfera była napięta, ponieważ nie padały odpowiedzi na pytania zadawane przez rodziny. Mówiono naokoło, a nie poruszano meritum sprawy. Gdy zapytałem o godzinę katastrofy, to znaczy skąd to przekłamanie piętnastominutowe, to usłyszałem, że komisja musi to dopiero ustalić. Sprawa jest tajemnicza, a wczorajsze spotkanie nie rozwiało wokół niej wątpliwości.

Pani Magdalena Merta jeszcze przed spotkaniem wyraziła nadzieję, że prokuratura wreszcie zacznie widzieć w rodzinach ofiar sojuszników, a nie zło konieczne. Dostrzega Pan taką zmianę?
- Nie wydaje mi się, by taka realna zmiana nastąpiła. Muszę przyznać, że część rodzin była pozytywnie nastawiona do tego, co mówiła prokuratura, czy wręcz zaskoczona jej otwartością. Ja nie widziałem żadnego związku przyczynowego w tym, co zostało powiedziane. To spotkanie w ogóle nie było tym, na co część rodzin liczyła.

Jeden z pełnomocników mówił w środę, że dostęp do akt jest jak na razie iluzoryczny.
- Prokuratura zapowiedziała, że ma się to zmienić. Na wnioski składane w czerwcu ma być już niedługo udzielona odpowiedź. W miarę możliwości będziemy mieli dostęp do tych materiałów zastrzeżonych. Mój sceptycyzm wobec informacji udzielanych przez prokuraturę nadal się nie zmienia.

Wyszedł Pan z tego spotkania z nowym kwantum wiedzy?
- Jeśli chodzi chociażby o ustalanie godziny katastrofy, nie padła odpowiedź na pytanie, dlaczego trwało to trzy tygodnie i dlaczego tak długo komisja musiała to ustalać. Inne okoliczności są cały czas badane w innych instytucjach i na razie nie ma dostępu do tych informacji.

O co pytały rodziny?
- Pytań było bardzo wiele, choćby o ekshumacje, jak również o sekcje zwłok. Jak mówiłem, okazało się, że Rosjanie zrobili sekcję zwłok na zlecenie polskiej prokuratury i te badania są dla polskiej strony wiarygodne. Jak powiedział prokurator, godzina wpisana w aktach zgonu jest prawdopodobna, ponieważ nie można ściśle określić czasu zgonu. Tutaj może być mowa o prawdopodobieństwie. Pytania były więc konkretne, ale odpowiedzi już nie. Na pytanie o to, na mocy jakiej umowy międzynarodowej prowadzone jest śledztwo, prokuratura odpowiedziała, że obowiązuje tylko i wyłącznie konwencja z 1959 roku, którą Polska ratyfikowała w latach 90. Jest to międzynarodowa umowa o pomocy prawnej w sprawach karnych.

Czy wiadomo już, kiedy dojdzie do kolejnego spotkania i czy liczy Pan na to, że będzie się ono różniło od tego środowego? W przybliżeniu mówiło się, że może to nastąpić za dwa albo trzy miesiące.
- Jeszcze nie wiadomo konkretnie, kiedy dojdzie do kolejnego spotkania. Trudno przewidzieć, co w tym czasie wypłynie w mediach, jaka informacja teraz się pojawi i czy rzuci ona nowe światło na sprawę. To, co mówi prokuratura, jest uzależnione od tego, co z różnych źródeł pojawi się w mediach. Prokuratura w środę była bardzo dobrze przygotowana na te wszystkie wątpliwe kwestie, które już wcześniej były dyskutowane albo krążyły w środkach masowego przekazu. Tutaj można przywołać choćby sprawę już wspomnianą, czyli sekcję zwłok i udział w niej polskich lekarzy. Prokuratura była przygotowana na zarzuty w sprawach już poruszanych i nic ponadto. Trzeba podkreślić, że miała czas, by się przygotować. Mogę powiedzieć wprost, że nie tego się spodziewałem i nie tylko ja tak to odbieram.

Dziękuję za rozmowę.Z Andrzejem Melakiem, bratem Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, który zginął 10 kwietnia w drodze do Katynia, rozmawia Paulina Jarosińska

Jak ocenia Pan przebieg spotkania z prokuratorami?
- Mam wrażenie, że spotkanie miało głównie na celu uspokoić i jednocześnie wprowadzić w błąd opinię publiczną. Nic nowego nie zostało powiedziane. Przez dwie godziny panowie prokuratorzy wyjaśniali zawiłości śledztwa, tłumaczyli, dlaczego jest ono rosyjskie, a nie polskie. Padały terminy prawnicze, formułki, powoływano się na regulacje prawne, konwencję, wszystko jednak było bardzo niejasne w świetle całej sprawy. Czas był również ograniczony. To spotkanie miało trwać w założeniu dwie godziny. Czas na pytania rodzin i pełnomocników był przewidziany po przerwie. Zgodnie z tą zapowiedzią zaczęły się pytania, ale większość z nich nie doczekała się odpowiedzi. Usprawiedliwiano to albo tajemnicą śledztwa bądź tajemnicą służbową, albo tym, że nie została jeszcze udzielona odpowiedź w ramach pomocy prawnej ze strony prokuratury rosyjskiej. Padło więc pytanie o to, co polska prokuratura w ogóle zrobiła, a nie co zamierza zrobić. Okazało się, że prokurator Parulski był przy sekcji zwłok pana prezydenta Kaczyńskiego i był przy pierwszych oględzinach w miejscu katastrofy, ale żadna z jego sugestii nie została wykorzystana. Na pytanie, dlaczego sekcja zwłok nie była przeprowadzana przez polskich patomorfologów, odpowiedź brzmiała następująco: polscy specjaliści nie zdążyli, więc zostało to zlecone Rosjanom. Nie jest to prawda, ponieważ my byliśmy tam w niedzielę w nocy i w poniedziałek ciała nie były przygotowane do identyfikacji. Odnoszę wrażenie, że w tej relacji ktoś przekłamał fakty. Na pytania pełnomocników odpowiedzi były w podobnej formie. Wniosek jest taki, że nie możemy nic zrobić bez Rosjan. Jesteśmy uzależnieni od ich pomocy prawnej. Jestem bardzo rozczarowany tym spotkaniem, tak jak chyba większość zebranych na nim osób. Ono nie wniosło nic nowego do sprawy. Miało zatrzeć złe wrażenie o komunikacji prokuratury z rodzinami i opinią publiczną.

Po spotkaniu od razu mówiło się o tym, że atmosfera była podgrzana.
- Atmosfera była napięta, ponieważ nie padały odpowiedzi na pytania zadawane przez rodziny. Mówiono naokoło, a nie poruszano meritum sprawy. Gdy zapytałem o godzinę katastrofy, to znaczy skąd to przekłamanie piętnastominutowe, to usłyszałem, że komisja musi to dopiero ustalić. Sprawa jest tajemnicza, a wczorajsze spotkanie nie rozwiało wokół niej wątpliwości.

Pani Magdalena Merta jeszcze przed spotkaniem wyraziła nadzieję, że prokuratura wreszcie zacznie widzieć w rodzinach ofiar sojuszników, a nie zło konieczne. Dostrzega Pan taką zmianę?
- Nie wydaje mi się, by taka realna zmiana nastąpiła. Muszę przyznać, że część rodzin była pozytywnie nastawiona do tego, co mówiła prokuratura, czy wręcz zaskoczona jej otwartością. Ja nie widziałem żadnego związku przyczynowego w tym, co zostało powiedziane. To spotkanie w ogóle nie było tym, na co część rodzin liczyła.

Jeden z pełnomocników mówił w środę, że dostęp do akt jest jak na razie iluzoryczny.
- Prokuratura zapowiedziała, że ma się to zmienić. Na wnioski składane w czerwcu ma być już niedługo udzielona odpowiedź. W miarę możliwości będziemy mieli dostęp do tych materiałów zastrzeżonych. Mój sceptycyzm wobec informacji udzielanych przez prokuraturę nadal się nie zmienia.

Wyszedł Pan z tego spotkania z nowym kwantum wiedzy?
- Jeśli chodzi chociażby o ustalanie godziny katastrofy, nie padła odpowiedź na pytanie, dlaczego trwało to trzy tygodnie i dlaczego tak długo komisja musiała to ustalać. Inne okoliczności są cały czas badane w innych instytucjach i na razie nie ma dostępu do tych informacji.

O co pytały rodziny?
- Pytań było bardzo wiele, choćby o ekshumacje, jak również o sekcje zwłok. Jak mówiłem, okazało się, że Rosjanie zrobili sekcję zwłok na zlecenie polskiej prokuratury i te badania są dla polskiej strony wiarygodne. Jak powiedział prokurator, godzina wpisana w aktach zgonu jest prawdopodobna, ponieważ nie można ściśle określić czasu zgonu. Tutaj może być mowa o prawdopodobieństwie. Pytania były więc konkretne, ale odpowiedzi już nie. Na pytanie o to, na mocy jakiej umowy międzynarodowej prowadzone jest śledztwo, prokuratura odpowiedziała, że obowiązuje tylko i wyłącznie konwencja z 1959 roku, którą Polska ratyfikowała w latach 90. Jest to międzynarodowa umowa o pomocy prawnej w sprawach karnych.

Czy wiadomo już, kiedy dojdzie do kolejnego spotkania i czy liczy Pan na to, że będzie się ono różniło od tego środowego? W przybliżeniu mówiło się, że może to nastąpić za dwa albo trzy miesiące.
- Jeszcze nie wiadomo konkretnie, kiedy dojdzie do kolejnego spotkania. Trudno przewidzieć, co w tym czasie wypłynie w mediach, jaka informacja teraz się pojawi i czy rzuci ona nowe światło na sprawę. To, co mówi prokuratura, jest uzależnione od tego, co z różnych źródeł pojawi się w mediach. Prokuratura w środę była bardzo dobrze przygotowana na te wszystkie wątpliwe kwestie, które już wcześniej były dyskutowane albo krążyły w środkach masowego przekazu. Tutaj można przywołać choćby sprawę już wspomnianą, czyli sekcję zwłok i udział w niej polskich lekarzy. Prokuratura była przygotowana na zarzuty w sprawach już poruszanych i nic ponadto. Trzeba podkreślić, że miała czas, by się przygotować. Mogę powiedzieć wprost, że nie tego się spodziewałem i nie tylko ja tak to odbieram.

Dziękuję za rozmowę.
Podziel się
oceń
0
1

Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 29 maja 2017 23:32

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://electronic-fs.ovh/ordinateur-62407/B00SKESPLY-e5-571g-31n8-ci3-4005u-8gb.html

  • dodano: 18 maja 2017 22:08

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://dosymas-flamenco.de/sofas-39137/sofa-design-institute-address-17.html

  • dodano: 10 maja 2017 19:23

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://walls2floor.co.uk/office-fur-36890/job-description-office-42.html

  • dodano: 03 grudnia 2016 11:50

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://premature-ejaculation.ak3.co.uk/last-longer-in-bed-pills-30.html

  • dodano: 26 listopada 2016 6:00

    Zapraszam :)

    autor

    blog: http://urban-logic.co.uk/99qg-bedroom-se/twin-bedroom-sets-cheap-89.html

  • dodano: 05 sierpnia 2016 23:31

    super wpisy gratki:)

    autor pisarz3436

    blog: http://agroskin.ru/469873

  • dodano: 23 lipca 2016 4:54

    super stronka

    autor doda245

    blog: http://www.xn--lt0a47d7o.com/comment/html/?14932.html&page=

  • dodano: 24 kwietnia 2016 5:57

    Dobry wpis

    autor irenka25

    blog: http://www.blackberryos.com/member.php?u=464276

  • dodano: 05 marca 2016 19:23

    Dobry post

    autor darawawa13

    blog: http://bbs.mobartsgame.com/home.php?mod=space&uid=409790

  • dodano: 11 lutego 2016 22:16

    dobry wpis

    autor sumka34

    blog: http://www.ya.lt/index.php?subaction=userinfo&user=inygak

  • dodano: 27 października 2015 2:24

    Zapraszam :)

    autor Anita

    blog: http://modernarmchairs.dahani.co.uk/cheap-armchairs-perth-leather.html

  • dodano: 09 października 2015 21:33

    Zapraszam :)

    autor Anita

    blog: http://sofas.dahani.co.uk/corner-sofa-sale-cheap.html

  • dodano: 08 września 2010 16:32

    To chyba jakaś paranoja, wywody totalnego ignoranta - tak o słowach Jarosława Kaczyńskiego na temat katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem mówi w rozmowie z Wirtualną Polską dr inż. Juliusz Werenicz, były szef zespołu wojskowych pilotów doświadczalnych i były szef komisji badania wypadków lotniczych.

    Prezes Prawa i Sprawiedliwości w wywiadzie udzielonym portalowi Blogpress.pl na temat katastrofy pod Smoleńskiem mówił m.in., że "Tu-154 to w istocie przerobiony bombowiec" i "brzoza o średnicy 40 centymetrow. Były szef zespołu wojskowych pilotów doświadczalnych i były szef komisji badania wypadków lotniczych dr inż. Juliusz Werenicz określa słowa Jarosława Kaczyńskiego jako "wywody totalnego ignoranta". Wg eksperta TU-154 to nie żaden przerobiony bombowiec.

    - Pracuję w lotnictwie 40 lat i nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Co ma wspólnego Tu-154 z bombowcem to nie wiem
    Dr inż. Juliusz WereniczCo ma wspólnego Tu-154 z bombowcem to nie wiem. Totalny ignorant z dziedziny lotnictwa może i rower nazwać pojazdem bojowym, jak położy na nim karabin. To są jakieś chore wyobrażenia. Tu-154 to raczej kopia boeinga 727, a nie żadnego bombowca - mówi.

    Komentując słowa szefa PiS, który stwierdził, że "brzoza o średnicy 40 centymetrów nie powinna Tu-154 urwać skrzydła", dr inż. Werenicz jest zdania, że jest to ocena totalnego dyletanta. I przypomina, że uderzenia o drzewa wielokrotnie niszczyły samoloty pasażerskie. Były przypadki, że nawet samoloty o dużo mocniejszej konstrukcji ulegały zniszczeniu w takiej sytuacji.

    - Oczywiście znam samoloty, które kosiły drzewa. Ale były to samoloty szturmowe Ił-10 z czasów II wojny światowej, które miały płyty pancerne w skrzydłach, a nie delikatne, subtelne pasażerskie samoloty z aluminiowymi skrzydłami takie jak Tu-154 - dodaje.

    Jarosław Kaczyński mówił również, że pojawia się pytanie, dlaczego katastrofa przyniosła tak tragiczne skutki. Jego zdaniem część ludzi można było uratować. Według dr. inż. Werenicza takie oceny są wyjątkowo głupie i niepoważne. - Osądzanie takich rzeczy jest dla mnie przerażające. To są tzw. bolszewickie demagogie – bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się będzie działo po zderzeniu samolotu z drzewami, czy z ziemią – tłumaczy.

    Z dr. inż. Juliuszem Wereniczem rozmawiała Anna Kalocińska, Wirtualna Polska

    autor kaska

  • dodano: 31 lipca 2010 22:44

    Bardzo dobrze ze powstała komisja,należy zadawać trudne pytania i krok po kroku dążyć do prawdy!

    autor myśląca

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Archiwum

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

PATRIOTYZM SOLIDARNOŚĆ NOWOCZESNOŚĆ ZACHĘCAMY DO CODZIENNYCH ODWIEDZIŃ NASZEGO BLOGA!